Czy kiedyś zastanawiałeś się, jak produkowane są luksusowe samochody? W programie historia, mechanizmy działania i szczegóły techniczne najsłynniejszych marek i modeli aut. Jak to jest zrobione?, odc. 24/26 How It's Made 11. serial dokumentalny Kanada 2008, 25 min Autorzy programu odwiedzą fabryki i zakłady produkcyjne, aby zobaczyć, jak surowce w rękach fachowców (i na skomplikowanych liniach produkcyjnych) zamieniają się w przedmioty, z którymi człowiek ma codziennie do czynienia. Opis. Gospodarze cyklu zabierają widzów na wycieczkę do fascynującego świata motoryzacji. Dzięki ich wiedzy dowiemy się, w jaki sposób powstały samochody, o których marzy wielu kierowców. W każdym odcinku odwiedzimy miejsce narodzin tych wyjątkowych aut, a także przyjrzymy się pracom potrzebnym do ich powstania. Vay Tiền Trả Góp 24 Tháng. Długo wyczekiwana premiera pierwszego SUV-a z Maranello miała właśnie miejsce... na taśmie montażowej włoskiej fabryki. Zdjęcia nowego Ferrari Purosangue tak szybko, jak zostały zrobione, tak błyskawicznie obiegły cały internet. Włosi z pewnością nie są pocieszeni tą informacją, ale z drugiej strony to było do przewidzenia. W obecnych czasach mało który producent daje radę utrzymać rzeczy w tajemnicy. Dotyczy to zarówno super sportowych modeli, jak i wolumenowych hatchbacków. Dwie rzeczy są na ten moment pewne - wszyscy już wiedzą, jak wygląda nadchodzące Ferrari oraz to, że ktoś właśnie stracił pracę. Nie wygląda na SUV-a Na ten moment po sieci krążą tylko dwa zdjęcia, które zdradzają, jak wygląda połowa profilu i cały tył. Do wnętrza niestety nie udało się dotrzeć, ale to w zupełności wystarczy, by stwierdzić, że Purosangue nie do końca przypomina SUV-a. W pasie przednim oraz tylnym można doszukać się podobieństw z modelem Roma. Ponadto mamy do czynienia z mocno opadającym dachem i ściętym tyłem. A podkreślone osłony błotników? Wygląda na to, że nowe Ferrari może w gruncie rzeczy być podniesionym kombi na wzór Taycana Cross Turismo. Co pod maską? Pod maską możemy spodziewać się benzynowego V8 wspieranego miękką hybrydą. Krążą też plotki, że bazowy wariant może napędzać V6 z wtyczką, a topowy może nawet widlasta "dwunastka". Osiągi — jak na Ferrari przystało — na pewno będą robić wrażenie niezależnie od wariantu. Niestety, na więcej szczegółów musimy jeszcze poczekać, a skoro pierwsze sztuki zjeżdżają już w taśmy montażowej, jest wielce prawdopodobne, że oficjalnej premiery doczekamy się jeszcze w tym roku. Jak co roku roku spędziłem trzy znakomite dni na Rybnickim Festiwalu Fotografii. Jak co roku zrobiłem tam warsztaty, tym razem z fotografii produktowej, z wieloma osobami wypiłem #fotopiwo, prowadziłem nieskończone rozmowy i oczywiście obejrzałem wszystkie możliwe wystawy. Ale to co na festiwalu rybnickim jest zawsze dla mnie najważniejsze, to opowieści fotografów o ich pracy. Możliwość poznania innego spojrzenia na fotografię, wyrwania się z codzienności, zastanowienia się, jak ich fotografie mają do mojej własnej pracy, zawsze pozwala mi wziąć głęboki oddech i na nowo przemyśleć moje własne podejście do fotografii. Właściwie co roku piszę dokładnie taką sama relację z Festiwalu. Co roku jestem tak samo zachwycony i tak samo wyjeżdżam z Festiwalu pełen nowych inspiracji, a to najlepszy dowód, że twórcy festiwalu wciąż trzymają taki sam, bardzo wysoki poziom. W tym roku udało mi się obejrzeć wszystkie pokazy, niektóre były po prostu dobre, inne wbiły mnie w fotel, na jednych zachwycałem się zdjęciami, na innych, najciekawsze były opowieści fotografów o tym jak pracują. Najbardziej czekałem na ostatniego gościa Festiwalu, na Emila Bilińskiego, jako że jego fotografie beauty, reklamowe, mody i aktu są najbliższe temu co sam robię. Na pewno bardzo dobrze zapamiętam jego opowieść o tym, jak fotografując sesje do Playboya w bardzo kiepskich warunkach pogodowych, przy niskiej temperaturze i padającym śniegu. Emil chcąc okazać solidarność z modelką, sam rozebrał się do t-shirta i marzł razem z z nią robiąc sesję. Bardzo spodobało mi się też jedno jego zdanie opowiadając o swoim podejściu do fotografowania: „Róbcie to z duszą i sercem”. To zdanie jest dla mnie podsumowaniem całego festiwalu. Nim zdążyłem podzielić się z wami moimi przemyśleniami o Festiwalu, już zajęły mnie przygotowania do następnego wyjazdu na Poznań Motor Show gdzie jechałem z ekipą Ferrari Katowice. Miałem tam fotografować niezwykle rzadki i wyjątkowy samochód, czyli LaFerrari, który przyjechał do Poznania prosto z Włoch, specjalnie z okazji siedemdziesięciolecia firmy Ferrari. Już przed wyjazdem byłem zestresowany tymi zdjęciami wiedząc, że będę miał góra kilka godzin i że wszystkie zdjęcia będę musiał zrobić na stoisku targowym, ponieważ samochód nie może nigdzie wyjechać. Z jakim kolorem kojarzy się wam Ferrari? To tak oczywiste, że aż nie ma sensu pytać. LaFerrari na wszystkich zdjęciach jakie widziałem wcześniej było czerwone, więc gdy zobaczyłem „mój” egzemplarz jeszcze na pace ciężarówki, o mało nie usiadłem z wrażenia. To LaFerrari było czarne czarne! W tym momencie mój poziom stresu z sięgną zenitu. Nie ma trudniejszego koloru samochodu do fotografowanie niż czarny. Nawet dysponując dobrze wyposażonym studiem, przystosowanym do fotografowania samochodów, zrobienie zdjęć czarnego Ferrari nie byłoby proste, a ja miałem do dyspozycji ograniczony czas, sprzęt i warunki tak naprawdę polowe. Żeby było jeszcze trudniej, okazało się że światła na hali wystawowej były tak silne, że nie byłem ich stanie przebić nawet wykorzystując pełną moc mojego Rangera i na karoserii odbijały się setki świetlnych punkcików. Wypróbowałem kilka sposobów oświetlenia i szybko zdałem sobie sprawę, że jedyne co jest mi wstanie pomóc,to biała podłoga, dzięki której mogłem stworzyć ładne bliki na karoserii. Mimo to fotografowanie było długie i wyczerpujące, a teraz czeka mnie postprodukcja, która może być nawet jeszcze trudniejsza. To zdjęcie jest zrobione na świetle zastanym A tu na flashu przy czasie 1/200s. Mimo to nadal widać reflektory, które odbijają się w karoserii. Po tych wszystkich trudach czekał też mnie deser, a mianowicie najnowsze Ferrari 812 Superfast, w przepięknym matowym lakierze. Fotografowanie tego samochodu, to była czysta, niczym nieposkromiona przyjemność. Nie przeszkadzał mi nawet fakt, że mogłem się nim zająć dopiero na drugi dzień, po jego oficjalnej premierze, gdy na stoisku kręciło się już dużo dziennikarzy, blogerów I oglądających. O ile nie byłem fanem F12 Berlinetta, to 812, która jest jego następcą, jest po prostu cudowna. Gdybym mógł, to spędziłbym kolejne trzy dni fotografując wszystkie jego detale. Premiera Ferrari 812 Superfast Wszyscy robili mu zdjęcia 🙂 Ferrari 812 Superfast Niestety musiałem w czwartek już wracać do Katowic i praktycznie nie zobaczyłem stoisk innych firm, poza tymi, które sąsiadowały z Ferrari. Nowe Volvo V90 i XC60 bardzo mi się spodobały, ale wciąż nie mogę się przekonać do wielkiego tabletu na desce rozdzielczej i braku fizycznych pokręteł, na przykład do klimatyzacji. Zajrzałem też na chwilę na stoisko Alfy Romeo, by przyjrzeć się Alfie Stelvio. O ile z zewnątrz jej linia nie jest zniewalająca, to wnętrze wyjątkowo przypadło mi do gustu, a wykończenia z prawdziwego matowego drewna wyglądają genialnie. Zerknąłem w przelocie na stoisko Astona Martina i z bardzo daleka na Jaguara. I to wszystko, musiałem wracać… Za rok zdecydowanie muszę tam pojechać na dłużej, a tymczasem czeka mnie postprodukcja… Ferrari Dziś, zgodnie z zapowiedzią, kolejna relacja z pracowni de Mehlem. Tym razem miałam okazję obserwować, jak przebiega proces powstawania torby - od a do z! Pamiętam, że kiedy pierwszy raz weszłam do pracowni, automatycznie nasunęło mi się skojarzenie z fabryką św. Mikołaja. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że będę mogła się przyglądać, jak "elfy" przygotowują tu prezent dla mnie :) Cały proces trwał bite 8 godzin. 2 godziny zajęło samo krojenie skór i podszewki. Szycie, klejenie, mocowanie dodatków to kolejne 6 godzin. Nigdy jakoś specjalnie nie zastanawiałam się nad tym, z ilu elementów składa się torba. Przód, tył, boki, rączki i wsio. A tymczasem okazało się, że to naprawdę skomplikowana układanka - w moim przypadku złożona z ponad 50 elementów. Ale po kolei. Najpierw musiałam się zastanowić, czego dokładnie chcę od mojej nowej torby. Ponieważ wszystkie torebki, które mam, są albo szare, albo czarne, albo brązowe, postanowiłam, że tym razem wybiorę jakiś mocny kolor - najlepiej róż albo czerwień. Wiedziałam, że na pewno torba musi być duża, nadawać się do noszenia w dłoni i na ramieniu, być zamykana na suwak (inaczej popadam w stany lękowe), mieć jasną podszewkę (w jednej torbie mam czarną i nigdy nic nie mogę w niej znaleźć), jedną komorę główną bez przegródki pośrodku (bo przegródka zamiast pomóc w utrzymaniu porządku, sprawia tylko, że mam dwa razy tyle szukania) oraz zamykaną zewnętrzną kieszeń na portfel (żeby nie trzeba było za każdym razem otwierać całej torby). Tyle moja teoria, ale przejdźmy do praktyki... Po przejrzeniu firmowego "menu" stwierdziłam, że idealny będzie model "Laura Sport" (na zdjęciu).Z kolorami postanowiłam poszaleć ile wlezie i ostatecznie zdecydowałam się na trzy: czerwień, brąz i wybrałam, skóry też, no to myślę: do roboty! O nie, nie ma tak łatwo. Najpierw trzeba wszystko dokładnie rozpisać - kolory poszczególnych elementów, nici, uwagi, dodatki teraz można przejść do przykłada tekturowe szablony tak, aby powstało jak najmniej nic się nie przesuwało, skórę przyciska ołowianym Półtorej godziny później wszystkie elementy są wreszcie jeszcze podszewkę i chyba możemy już szyć?Nie tak szybko. Najpierw trzeba ściąć brzegi, żeby ułatwić podwijanie i się to za pomocą specjalnej maszyny - tzw. ciasteczka? Nie, zaczynamy od charakterystycznego dla de Mehlem breloka w kształcie serca. Takich standardowych elementów nie wycina się ręcznie, tylko przykłada gotowe foremki i wyciska prasą (o nacisku 8 ton!). Ten drobiazg składa się aż z 5 warstw: 2 warstw skóry, 2 warstw pianki oraz specjalnej krawędzie skórzanych elementów ładnie wyglądały, maluje się je specjalnymi roboty, bo trzeba pomalować wszystkie i to z każdej przygotowujemy podszewkę komory głównej. Podwijamy brzegi, zaznaczamy miejsca szwów......przyklejamy lamówki, przygotowujemy klapkę zapinaną na magnes (do przegródki na komórkę)......i odciskamy srebrne logo na naszywce, która znajdzie się na jednej z podklejeniu (które zapobiega przesuwaniu podczas szycia) wszystkie elementy podszewki trafiają w sprawne ręce pani Małgosi......która naszywa kieszonki, lamówki, dodaje od spodu materiał usztywniający......i wreszcie wszywa zamek komory głównej wraz z kontrastowym granatowym tym czasie brzegi blatów torebki smaruje się klejem, podwija i przytłukuje maleństwami też trzeba się zająć - podwinąć, przytłuc i w końcu przedniego blatu przyczepiamy blaszkę z logiem, następnie wszywamy zamek i podszewkę wygląda prawie gotowy przód mojej torby. Tył identycznie, tyle że bez pani Aneta przygotowuje sprzączki. Najpierw skleja i docina poszczególne elementy. Potem robi otwory i wkłada do nich przygotowane wcześniej cienkie paseczki, tzw. wsuwki (dla mnie na tym etapie wygląda to jak minisandałki). Następnie zakłada klamerki, składa kawałki skóry na pół, skleja i krok to przyszycie granatowych wstawek i zrobienie na dole przyszywamy sprzączki i zszywamy dolne brzegi przodu i tyłu wzdłuż szwów smarujemy klejem i dociskamy do nich wewnętrzne brzegi przód już mamy, tył też, a więc czas na "boczki". Najpierw pani Agnieszka wytłacza na nich firmowe trzeba zrobić zaszewki...[w tym miejscu padła mi bateria w aparacie i dalej cykałam pożyczonym, którego obsługa - jak widać - nieco mnie przerosła]...i w końcu wszyć boczki tam, gdzie ich miejsce. Torba nabiera kształtu, a ja już zaczynam przebierać nogami!Teraz wszywamy przygotowaną wcześniej podszewkę komory głównej (tę z małymi kieszonkami) i boczne uchwyty na właśnie, paski. Z nimi też jest sporo zabawy. Dla wzmocnienia w środku umieszcza się kawałki sznurka. Następnie skleja się ze sobą dwie części, dociska, docina końce, zszywa, mocuje karabińczyki, robi dziurki i ponownie maluje zapominajmy też o ozdobnym chwościku do przedniej tylko wyczyszczenie brzegów z nadmiaru kleju, ostatnie "malarskie" poprawki......przypięcie rączek, zamocowanie tzw. "demehlemek" (czyli skórzanych końcówek) do zamka komory głównej i tylnej kieszeni......et VOILA! :) Torba jest gotowa, a mnie zatyka z wrażenia. Wyobrażałam sobie mniej więcej, jak to wszystko będzie wyglądało, ale efekt po prostu mnie znokautował. Do domu wracałam już oczywiście z moją nówką (i wielkim bananem na twarzy). Nie wiem, czy mi się tylko zdawało, czy rzeczywiście oglądały się za nią wszystkie mijane kobiety. Zresztą zrobiła wrażenie nie tylko na nich. Na moje "I co?" Dzióbek bez namysłu odparł: "Ferrari!" Trudno się nie zgodzić - i kolor, i klasa chyba porównywalna ;) Nic tylko rozpuścić włosy, wystawić łokieć i w drogę!

jak to jest zrobione ferrari